ROZDZIAŁ ÓSMY Napisany: 06-12-2020 15:09 228 Luśka popijała melisę małymi łyczkami. Utkwiła wzrok w jeden punkt w róg podłogi. Twarz miała bez wyrazu, jakby ją pozbawiła mimiki. Już ci lepiej, zapytała Ulka, patrząc z litością na twarz Luśki. Nie wiem czy lepiej. Zastanawiam się, co mam teraz zrobić? Teraz nic, odparła Ulka, teraz to musisz się chyba położyć. A dzieci, zapytała? Dziećmi ja się zajmę, Jan chyba też nie ma do niczego głowy. Wiesz co, dodała Ulka, zabiorę dzieci do mnie, pobawią się na podwórku, pobiegają z pieskami, a ty spokojnie odpoczniesz sobie. Dobrze, powiedziała, i powlokła się do sypialni. Żeby melisa ją tak rozłożyła, powiedziała do siebie Ulka. Poszła do pokoju, gdzie z dziećmi siedział Jan. Zabieram dzieci do siebie, powiedziała do Janka, Luśka poszła spać, nie budź jej. Jak to zabierasz, Jan był zdziwiony, nie rozumiał co do niego mówi. A co, ugotujesz dzieciom jedzenie, zajmiesz się nimi, zajrzysz do zeszytów córki? Janek sam był w szoku, nie za bardzo rozumiał o co chodzi, na wszelki wypadek pozwolił Ulce zabrać dzieci. W swoim domu Ulka musiała ogarnąć to wszystko logistycznie. Wprawdzie jej dzieci już nie potrzebowały opieki, może tylko uwagi, dlatego zajmie się maluchami, a na pewno w tym pomogą jej Danusia z Emilką. Obie już pannice, zbliżały się do pełnoletności, i zdawało im się, że są dorosłe. Jednak za zrozumieniem zajęły się maluchami. Zatem cała czwórka poszła do ogrodu, gdzie stały jeszcze z dzieciństwa ich zjeżdżalnie, huśtawki, i co najważniejsze, basen. Zatem Ulka mogła zająć się gotowaniem, nie obawiając się, że coś im się stanie. Co robią dzieci Janka w naszym ogrodzie, zapytał Tomek wchodząc do kuchni? Musiałam je zabrać, powiedziała, tam się dzieje, oj dzieje. Ulka nie uważała się za plotkarę, ale lubiła podyskutować z mężem na tematy sąsiadów. Lubiła pomagać przyjaciółkom, jeśli zachodziła taka potrzeba. One również były zawsze gotowe pomóc, nawet w najdrobniejszych sprawach. Dobrze czuły się w swoim towarzystwie. Często razem się spotykały na pogaduchach, tylko we własnym gronie, dawało im to siłę. Teraz są sobie szczególnie potrzebne, bo dzieje się u nich, i to sporo. Słuchaj, zaczęła Ulka, jeśli bym się dowiedziała, że ty też coś takiego mi wywinąłeś, to wylatujesz z domu, rozumiesz? Nie będę cierpiała przez ciebie. Nie przesadzaj, zaczął Tomek, to nie koniec świata. Tak, to zapytaj Michała, czy to dla niego nie jest koniec świata. A jeśli chodzi o Michała dodał Tomek, to gdzie on teraz mieszka? Nie wiem, nie rozmawiałam z dziewczynami jeszcze, ale zapewne wkrótce się spotkamy. Mam nadzieję, że uporają się z tym bólem. Wołaj dzieciaki, powiedziała, zjemy coś ciepłego. Kiedy do kuchni wparowały rozkrzyczane dzieciaki, Ulka na moment zatkała uszy. Rany, jakie wrzaski, zmykajcie myć ręce i siadać do stołu. Ja chyba zjem w pokoju, próbował negocjować Tomek. Żadne takie tam, siadasz z nami. Całe szczęście, że przy stole zrobiło się cicho, dzieciaki zajęły się każde swoim talerzem, i Ulka mogła powiedzieć co nieco. Słuchajcie dziewczyny, trzeba Małgosi pomóc w lekcjach, zrobicie to wy, albo ja, ale wówczas sprzątanie po obiedzie przypadnie wam w udziale, co wybieracie? Pomożemy Małgosi, zgodnie stwierdziły dziewczyny. No i załatwione, pomyślała Ulka. Tomek nic się nie odzywał, był jakiś markotny, jakby go ząb bolał. Co nic nie mówisz, zapytała męża? Zamyśliłem się. A o czym tak rozmyślasz? Co się dzieje z Michałem. Martwisz się o niego, to może zapytaj Julki gdzie on jest i idź do niego. Chyba tak zrobię, odparł. Ulka zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak bardzo przejął się Michałem, czyżby miał coś na sumieniu? Przyjaźń przyjaźnią, ale aż tak? Teraz poczuła niepokój. Wkrótce przyjdzie jej zmierzyć się z prawdą, ale póki co, nie ma pojęcia co się dzieje. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY Napisany: 07-12-2020 14:08 Tomek wstał wczesnym rankiem i po cichutku zaczął się zbierać do pracy. Żeby się tylko dzieciaki nie pobudziły. Miał ciężki wieczór. Dwoje dzieci, które są jak iskierki, zrobiło tyle zamieszania, że już nie chce powtórki. Dasz mi kawy? Za plecami Tomka pojawiła się Ulka. Muszę ogarnąć dzieciaki, zaczęła, nie wiem, na którą Małgosia ma do szkoły. Zadzwoń do Luśki, niech już zajmie się dziećmi, ona wie gdzie które ma zawieść. Ja zabieram samochód, dodał szybko. Tomek postawił przed Ulką kubek z kawą. Wiesz przecież, dodał, że nie mogę dać ci samochodu. Spokojnie, zaczęła, nie chcę samochodu, w razie czego wezmę samochód Luśki. Na szczęście pojawiła się Luśka. Nie najlepiej wyglądała, ale była gotowa zająć się dziećmi. Jeszcze nie wstały, muszą się już szykować. Ulka poszła zbudzić dzieci Luśki. Przy dzieciach Luśka jakby nabrała sił. Szybko i sprawie poszło jej szykowanie maluchów, aż w końcu pojechali. Tomek też pojechał do pracy, jeszcze tylko dziewczyny, i Ulka zostanie sama w domu. Kiedy dziewczyny też już poszły do szkoły, Ulka rozejrzała się po mieszkaniu. Niezły bałagan, pomyślała, trzeba brać się za robotę. Jak wrócą wszyscy do domu, będzie posprzątane, a na stole znajdzie się ciepły i smaczny obiad. Za gosposię im służę, pomyślała, może czas to zmienić? Muszę się zastanowić, przecież też mogę iść do pracy. Obowiązki można podzielić. Wyjrzała przez okno. Trzeba popielić kwiaty, żadne z nich się za to nawet nie weźmie. Muszę coś zrobić, porozmawiam dzisiaj z Tomkiem. Zacznę rozglądać się za pracą. Dzieci już nie potrzebują mnie tak jak kiedyś, czas pomyśleć o sobie. Tak rozmawiając sama ze sobą, wzięła się za obiad. Musi być gotowy kiedy wrócą do domu. W tym czasie Tomek jadąc do pracy, zastanawiał się, dlaczego Luśka tak bardzo przeżywa zdradę Jana, przecież od zawsze ludzie fundują sobie romanse poza małżeńskie, nie widział w tym nic złego. A co znaczyły wczorajsze pogróżki Ulki, że go wyrzuci z domu jak się dowie? Przeraziła go ta myśl, przecież nie jest w stanie utrzymać swojego romansu w tajemnicy, w końcu jakaś dobrze poinformowana osoba doniesie, że właśnie sypia z jedną z pracownic. A jeśli naprawdę Ulka wyrzuci go z domu, a dzieci go znienawidzą? Przecież to nic takiego, taki seks na boku. Potrzebuje odmiany, nie krzywdzi tym Ulki. Niestety, męska logika kiedyś się na nim zemści, póki co, szykuje się na weekend. Powiedział już Ulce, że ma wyjazd służbowy. Spędzi go ze swoją kochanką. Już cieszyła go myśl, że będą to upojne chwile w towarzystwie pięknej Roksany. Musi tylko dyskretnie to wszystko rozegrać, oby nie dowiedziała się Ulka. Nie chce przecież stracić rodziny, tylko spędzić upojny weekend. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY Napisany: 07-12-2020 20:53 Jadę w tym tygodniu na weekend służbowo do Szczecina, oznajmił Tomek podczas obiadu. Po co tato tam jedziesz, zapytała Emilka? Muszę córcia, mamy tam swoją filię, dlatego czasami trzeba pojechać i zobaczyć co się tam dzieje. W zeszłym miesiącu byłeś w Zakopanem, nie dawała za wygraną, a czy ja mogę z Danką też pojechać? Dziewczyny, wtrąciła Ulka, tata jedzie służbowo, nie jedzie się tam bawić, czy zwiedzać, więc się uspokójcie, i jedzcie obiad. Co ty tam będziesz kontrolował, zapytała Ulka, kiedy dziewczynki poszły już do swoich pokoi. Teraz ty zaczynasz, uniósł się Tomek, czy ja jestem na jakimś przesłuchaniu? Poczuł się osaczony. Nie wiedział jak ma z tego się tłumaczyć, przecież Ulka nie jest głupia, w końcu się połapie, że to ściema. Ale póki co, myśli jego już biegały do Roksany. Kiedy Ulka została sama w kuchni, zaczęła się zastanawiać. Coś tu jej nie gra, ale jeszcze nie wiedziała jak to nazwać. Kiedy Tomek w piątek pojechał w swoją podróż służbową, pomyślała, że chętnie porozmawia z dziewczynami. One zapewne też po tych traumach będą chciały porozmawiać, wyrzucić z siebie ból, jaki je dosięgnął. Zadzwoniła do Luśki i Łucji. Umówiły się na sobotni wieczór. Łucja pomyślała, że przygotuje parę smakołyków, może będą w stanie co nieco przełknąć, ale na pewno będą chciały się napić. Kiedy dnia następnego przyszły do niej, obie nie wyglądały najlepiej. Ulka nie poznawała swoich przyjaciółek. Kiedyś pełne energii kobiety, teraz stały przed nią jak pozbawione chęci do życia. Ale się postarałaś, zaczęła Luśka, czy my to zjemy? Łucja popatrzyła nieprzytomnym wzrokiem po przysmakach i stwierdziła, że chętnie zje gołąbki, tak jej się teraz zachciało. Usiadła, i bez ceregieli zaczęła jeść. Ulka zdała sobie sprawę, że to nie będzie rozmowa jak dawniej, obie były na lekach uspokajających, to było widać. Zatem alkoholu nie wyciąga. Gdzie Tomek, zapytała Łucja? Mówiłam przecież, że pojechał służbowo na cały weekend. Ach tak, zapomniałam, odparła Łucja, a sam pojechał? Z kim miałby jechać, zdenerwowała się Ulka? Bo ja ci nie mówiłam, ale widziałam twojego Tomka wczoraj jak jechał z jakąś dziewczyną, mówię ci, niezła sztuka. Co ty gadasz, przecież pojechał sam, krzyknęła Ulka. Ja już nic nie mówię, ale powiedziałam co widziałam, odparła Łucja. Ufasz mu, zapytała Luśka? Jak mam nie ufać swojemu mężowi, odparła. My też ufałyśmy, a zobacz co z nas zrobili nasi kochani mężowie. Nie tak miało wyglądać to spotkanie, Ulka myślała, że pomoże przyjaciółkom, a tu wyszło na to, że przyjaciółki zasiały w jej sercu niepokój o małżeństwo. Czekaj, zaczęła Łucja, zrobiłam im zdjęcie jak stanęli za czerwonym. Wyciągnęła z torebki telefon, poszukała i pokazała Ulce. Ulka poczuła ukłucie w sercu. Poczuła, jak wali jej niemiłosiernie aż w oczach pociemniało. Poznała tę kobietę. Była to sekretarka męża. Po chwili opanowała oddech. Dziewczyny, zaczęła, Tomek mnie zdradza. Ciebie też, bez sensu powiedziała Łucja, to znaczy twój cię zdradza? Na to wygląda, odparła Ulka. Teraz babski wieczór wyglądał jak stypa, a nie jak dobra zabawa we własnym towarzystwie. W tym czasie Tomek nieświadomy tego, że został rozszyfrowany, bawił się na całego. Kiedy zadzwonił telefon, odrzucił rozmowę. Ulka, może poczekać aż wrócę. Następne małżeństwo w ich gronie waliło się jak domek z kart. Ile mogą znieść te kobiety ciężaru, jakie im szykują osoby, zdałoby się najbliższe? Gdzie jest zdrada, czy jest miłość? Miłość nie krzywdzi, zatem nie ma jej w tych małżeństwach, a przecież kiedyś była, chyba. ROZDZIAŁ JEDENASTY Napisany: 10-12-2020 17:16 Tomek, nieświadomy tego, co go czeka, wracał do domu w niedzielę wieczorem. Pamiętaj, powiedział do kochanki, nie mów czasami nikomu o naszym wyjeździe, bo wiesz jak to jest, zaraz będą się tworzyć plotki. Przecież nie mówię nigdy, odpowiedziała, ale kiedy porozmawiasz z żoną o rozwodzie, ile mam czekać. Bądź cierpliwa, wszystko w swoim czasie. Tomkowi ciężko było rozstawać się z piękną Roksaną. Upojne noce jakie spędzili razem, przywiązywały go coraz mocniej do kochanki. To co, powiedział, kiedy zatrzymali się pod jej domem, jeszcze buziaczka i do jutra. Kiedy zaczęli się całować, nie mogli oderwać od siebie dłoni ani ust. Łączyła ich niewidzialna nić, której fundamentem jest seks. No dobrze kochanie, w końcu się opamiętał, czas się pożegnać. Jadąc w stronę domu, myślał, co ma powiedzieć żonie i dzieciom. Jaką bajkę sprzedać Ulce żeby uwierzyła. Wjechał na podwórko. Córki siedziały na basenie. Ulki nie było widać. Cześć dziewczyny, co słychać u was? Cześć tato, u nas wszystko dobrze, tylko mama jakaś smutna, jest u niej Luśka i Łucja. Rozmawiają od wczoraj, tylko trochę się przespały, i nawet mama obiadu nie zrobiła. Chora mama? Nie wiemy, nas wygoniły, chcą pogadać. Tomek miał złe przeczucie, coś mu nie pasowało. Ulka nie ugotowała dzieciom obiadu? Z niepokojem wszedł do kuchni. Przy stole siedziały we trzy, i nad czymś rozprawiały. Popatrzył na Ulkę, i już wiedział, że w jakiś sposób dowiedziała się o jego zdradzie. Ulka była zapłakana, rozczochrana, ubranie w nieładzie, to do niej nie podobne. Ty pędraku, krzyknęła Ulka, zejdź mi z oczu! Bez słowa poszedł do pokoju, rozebrał się i wskoczył pod prysznic, tak na wszelki wypadek. Wprawdzie w tym logiki nie było, ale wydawało mu się, że tak trzeba. Jednak musieli porozmawiać, wyjaśnić sobie to wszystko, i już nie okłamywać. W tym czasie Ulka wtuliła się w Luśkę. Co mam teraz zrobić, zapytała, świadoma, że nikt nie odpowie jej na to pytanie. Cholera, ale się narobiło, powiedziała Łucja, jeszcze parę dni temu wszystkie żyłyśmy w błogiej nieświadomości, a teraz walą nam się małżeństwa. Jesteśmy bezradne jak dzieci, dodała Luśka. Tomek wszedł do kuchni, już przebrany. Bez słowa zrobił sobie kawę, i usiadł przy stole. Możecie nas zastawić, zaczął proszącym głosem, musimy z Ulą sami porozmawiać. Dziewczyny bez słowa wstały, i poszły do ogrodu. Co mamie zrobiłeś, zapytała Danusia, czemu mama płacze? To są sprawy dorosłych, zaczął się bronić. A my to co, nie jesteśmy dorosłe, powiedziała Emilka wyłaniając się zza pleców siostry. To może inaczej, dodał, to są sprawy między mną a mamą. Idźcie dziewczynki, powiedziała Ula, musimy z tatą coś ustalić. Masz szczęście, że są dzieci w domu bo inaczej bym ci łeb ukręciła, dodała złowieszczo Ulka. Wyciągnęła telefon, wyszukała zdjęcie i podstawiła je pod nos mężowi. To z nią byłeś, prawda? Tak, odpowiedział, z nią byłem. Jak długo się spotykacie? A czy to ważne? Odpowiedz mi na pytanie. Kilka miesięcy. Ulka bezwiednie chwyciła cukierniczkę, i uderzyła nią w całej siły w głowę męża. Złapał się za głowę, między palcami sączyła się krew. Patrzyła na to tępym wzrokiem, to za mój ból, powiedziała, i wyszła z kuchni. Usłyszała jak dziewczynki krzyczały coś, słyszała jak Danusia krzyczy do słuchawki, że tata jest nieprzytomny i leje mu się z głowy krew. Nic ją to nie obchodziło. Poszła do ogrodu i usiadła obok przyjaciółek. Coś ty zrobiła, zapytała Luśka, zabiłaś go czy co? Nie wiem, widziałam tylko krew. Dziewczyny wiedziały, że Ulka też potrzebuje lekarza, same nie umiały jej pomóc. To są skutki zdrad w małżeństwie. Wszystko można wybaczyć, ale zdrada, to jest największy bój, jaki można sprawić drugiej osobie. ROZDZIAŁ DWUNASTY Napisany: 11-12-2020 16:50 Tomek ocknął się, miał wrażenie, że jedzie samochodem. Nie otwierał oczu, pomyślał, że zaraz to złudzenie minie. Jednak nie rozumiał dlaczego tak się czuje. Dobrze, odzyskał przytomność, usłyszał głos obok siebie. Jak się pan czuje? To pytanie go zdziwiło, bo nie czuł się źle, tylko głowa go bolała. Próbował jej dotknąć, ale jakoś nie czuł tego dotyku. Spokojnie, odezwał się ten sam głos, to tylko opatrunek, dostał pan w głowę od żony. Gdzie ja jestem, zapytał? W karetce, jedziemy do szpitala. Dlaczego do szpitala, nic nie rozumiał. Nie pamięta pan? Nic nie pamiętam, tylko tyle, że wróciłem do domu i żona siedziała z koleżankami w kuchni. O cholera, przeklął, teraz rozumiem. To dobrze, odpowiedział mu głos, zszyją głowę, i jutro zapewne wróci pan do domu. Tomek wiedział już, że do domu to nie ma po co wracać. Jak ona się dowiedziała? To pytanie nurtowało go od chwili, kiedy odzyskał świadomość. Kiedy już zszyli mu głowę, i wylądował na sali, zadzwonił do Roksany. Gdzie ty jesteś, Roksana była w szoku, co ci zrobiła? Rozbiła mi głowę, dowiedziała się o nas. I dobrze, odparła, w końcu będziemy razem, bo już nie wrócisz do niej? Nie, nie wrócę, nie mam tam po co wracać, wiem, że Ulka mi nie wybaczy. Wszystko, tylko nie zdradę, dodał. Tylko muszę porozmawiać z dziewczynkami, wytłumaczyć im, że je kocham, i zawsze będą mogły na mnie liczyć. A poza tym, muszę zadbać o stronę materialną rodziny, Ulka nigdy nie pracowała. To niech zacznie pracować, w końcu masz się mną zająć. Tak kochanie, zajmę się tobą, tylko nie mogę zostawić rodziny bez środków do życia, to w końcu moja rodzina. Tomek poczuł dziwne ukłucie w sercu, dotarło do niego, że nie chce opuszczać swojego domu, dzieci, i Ulki też. Poczuł się rozdarty, ścisnęło go w gardle i mało co się nie rozpłakał. Co ja narobiłem? To co skarbie, usłyszał w słuchawce głos Roksany, jutro przyjadę po ciebie. Dobrze, przyjedź, odparł, tylko do końca jeszcze nie wie co zrobić. Zadzwonił do kolegi z pracy. Co tam stary, usłyszał głos Jerzego. Jestem w szpitalu, mógłbyś teraz przyjechać do mnie? Mogę, ale co się stało? Przyjedziesz to ci opowiem. Dobra, już jadę, odpowiedział Jerzy i rozłączył się. Za parę minut siedział już obok łóżka Tomka, i nie mógł pojąć, jak ten dał się tak pobić. Nie mogłeś odskoczyć, zasłonić się czymś, zaczął, przecież to tylko drobna kobieta. Ale ma kopyto, powiedział Tomek. Co zrobiłeś, że ją tak wkurzyłeś? Zdradziłem ją, więc już nie mam po co wracać do domu, tylko że ja nie chcę odchodzić od Ulki i dziewczynek. Trzeba było myśleć zanim fundnąłeś sobie romansik, teraz musisz się nagimnastykować, żeby to odkręcić. To ja nie mogę spotkać odpowiedniej kobiety dla siebie, a ty zdradzasz żonę, tego nie rozumiem? I gdzie teraz będziesz mieszkał? Chyba u kochanki, bo co mam zrobić. Chyba na mózg ci padło, jeśli pójdziesz do kochanki, nigdy już nie odzyskasz rodziny. Wiesz co, zamieszkaj u mnie, będziesz miał szansę na uratowanie swojego małżeństwa. Naprawdę, mogę? Oczywiście, przecież mam duże mieszkanie, damy radę, tylko nie spotykaj się z kochanką, najlepiej zakończ tę znajomość. Poczekaj, zaczął Tomek, zadzwonię do niej i powiem, że nie chcę z nią mieszkać, może zrozumie. Chyba żartujesz, kochanka zrozumie? To co mam zrobić? Po prostu zakończ to. Tomek nie chciał rozzłościć drugiej kobiety w przeciągu paru godzin, ale nie miał wyjścia, jeśli chciał odzyskać rodzinę. Kiedy już Roksana wyzwała go od najgorszych dupków, wyłączył się i zadowolony z siebie, odzyskał humor. Będzie walczył, musi się udać, ważne, że ma wsparcie Jerzego. Nigdy już nie narobi tego rodzaju głupot. Zrobi wszystko, co zechce Ula, żeby tylko mógł wrócić do rodziny. ROZDZIAŁ TRZYNASTY Napisany: 12-12-2020 17:06 Ulka była w szoku. Nie wiedziała co się tak naprawdę stało. Siedziała z dziewczynami na podwórku, kiedy zabrali Tomka do szpitala. Dostała jakiś zastrzyk i zachciało jej się spać. Pójdę się położyć, powiedziała. Dobrze, połóż się, odparła Luśka, a my już zajmiemy się dziewczynkami. Dzieci Ulki i Tomka siedziały w swoim pokoju, i do końca nie wiedziały co się stało. Julia z Luśką poszły do dziewczynek. Powoli otwierały drzwi, żeby je nie wystraszyć. Dziewczynki wlepiły w nie oczy, oczekując wyjaśnień. Chcecie wiedzieć co się stało, zapytała Luśka, patrząc na wystraszone buzie. Tak, odpowiedziała Emilka, nic nie wiemy i nie rozumiemy, z tego wszystkiego. Nie jesteście już małe, dlatego powiemy wam prawdę, zaczęła Julia. Wasz tato trochę nawywijał. To znaczy, że zdradził mamę? Tak, a skąd o tym wiecie, zapytała Luśka? Przecież mamy oczy i umiemy myśleć, dodała Danusia. Widziałyśmy też jak tato spotkał się z jedną zdzirą, ale tato nam powiedział, że to było spotkanie służbowe, i mama nie musi wiedzieć. Dawno już wiecie, zapytała Julka? Jakiś miesiąc, odparła Emilka. I nic nikomu nie mówiłyście, Luśka zdziwiła się tą solidarnością. Ile wam zapłacił, zapytała? Dziewczynki spuściły głowy, i ani słowa już nie pisnęły. Małe żmije, powiedziała Julia, jakbyście powiedziały mamie od razu, to może udałoby się tego wszystkiego uniknąć. Daj spokój dzieciakom, zaczęła Luśka, one tylko na tym sobie zarobiły, a winny jest tatuś, prawda dziewczyny? Wasz tato jest w szpitalu, mama jest na środkach uspakajających i śpi sobie, zatem cała robota w domu spada na was, zrozumiano? Luśka i Julia złe na całą tę sytuację, poszły zrobić sobie kawę, przecież nie zostawią Ulki teraz samej. Może coś ugotujemy, zapytała Luśka, przecież nie będą bez obiadu. Dobrze, odpowiedziała, ale coś szybkiego, bo musimy przecież pomyśleć o swoich dzieciach, a i nasze sytuacje nie wyglądają też najlepiej. To kiedy Jan robi testy, zapytała Julia? Już ponoć robili, czekamy na wyniki. I co dalej? Nie wiem, jeśli faktycznie to jego dziecko, będzie płacił, a co będzie z nami, nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. Nie mogę na niego patrzeć, ale przecież mamy małe dzieci. A na dokładkę, jeśli to prawda, potrzebna jest spora ilość pieniędzy na to nic niczemu nie winne dziecko kochanki. Ale się narobiło, zaczęła Julia, posypało się nam wszystko. Czy oni uważają, że zdrada im przysługuje jak koniom owies czy co? Pokrętna ta męska logika, dodała Luśka, a wydawało się, że mamy mądrych mężów, a to zwykłe buraki. No zobacz, poplotkowałyśmy, i obiad gotowy. Faktycznie, szybko zleciało, dodała Julia. Dziewczyny, krzyknęła Luśka, wystawiając głowę z kuchni. Kiedy zjawiły się obie, Luśka im oznajmiła, że obiad gotowy, mają mamy pilnować, i grzecznie wszystko zjeść, bo nie po to stały przy garach, żeby obiad poszedł do śmieci. A co z tatą, zapytała Emilka? Co ma być, leży sobie w szpitalu. Nic mu nie będzie, dodała zjadliwie Julia. Wy się raczej martwcie mamą żeby wydobrzała, bo kto się zajmie domem? Chcecie, żeby to wszystko spadło na was, zapytała Luśka? Musimy już iść, powiedziała Julia, mamy swoje rodziny do nakarmienia. Dziewczynki były wystraszone, zaczął im się walić ich spokojny świat. Czasami tak bywa, że dorośli nie widząc czubka własnego nosa, zapominają, że robią krzywdę swoim najbliższym, często jest ona nie do naprawienia. ROZDZIAŁ CZTERNASTY Napisany: 14-12-2020 18:53 Janek siedział w pokoju i trzymał w dłoniach kopertę. Bał się otwierać, jakby to był wyrok, a nie wiadomość, czy jest ojcem czy nie. Kiedy Luśka wróciła od Ulki, zastała go właśnie w takiej pozycji. Co to za koperta, spytała męża, wyjmując mu list z ręki? Zaraz się dowiemy, powiedziała, otwieraj. Janek otwierał list, jak na komendę, ręce mu drżały, a serce podchodziło do gardła. Czytaj, powiedziała, sama też czuła, że zaraz zemdleje. Jeżeli Zosia jest jego, będzie musiał płacić. To moje dziecko, powiedział w końcu, a słowa ugrzęzły mu w gardle. Nieźle tatusiu, teraz będziesz bulił, jak jeszcze poda o zaległe alimenty, to cię chyba zabiję. Jan wiedział, że w żonie nie znajdzie teraz sprzymierzeńca. Wszystko może mu darować, ale nie zdradę. Nie odzywał się, zwiesił głowę, i siedział dalej. Luśka w kuchni już trzaskała garami. Cholera mnie zaraz weźmie, krzyknęła do siebie, mam płacić na nieswoje dziecko? Nerwy nerwami, ale musiała ugotować obiad. Jedziesz po dzieciaki, krzyknęła, ja się nie rozerwę. Jan bez słowa poszedł do samochodu. Będzie musiał porozmawiać z mamą Zosi. Zapewne już też dostała list, chociaż zawsze wiedziała, że Zosia jest córką Jana. Zrobiła te badania, żeby Jan nie mógł się wymigać od płacenia alimentów. Teraz siedziała z córką i bawiła się lalkami. W jej głowie już zrodziła się myśl, że będzie mogła spokojnie leczyć córkę. Jan zapewne nie poskąpi pieniędzy na dziecko. Kochanie, powiedziała, tatuś nam pomoże, wyzdrowiejesz. Zosia popatrzyła na mamę swoimi pięknymi oczkami, i zapytała, tatuś przyjdzie? Nie wiem kochanie czy przyjdzie, ale na pewno będzie chciał się z nami spotkać. A tatuś mnie kocha? Kocha cię, kocha, odparła, tylko nie może się z nami spotykać, bo ma swoją rodzinę. Tatuś ma inne dzieci? Tak, tatuś ma dwie córeczki jeszcze, a z tobą to trzy córeczki. A ja zobaczę te córeczki tatusia? Kiedyś zobaczysz, ale jeszcze nie teraz. Zabolały pytania córki, wiedziała, że Zosia nie będzie miała ojca tak, jak jego dzieci z tamtą kobietą. Musi radzić sobie sama, i zrobi wszystko, żeby Zosia wyzdrowiała. Nie chciała do tej pory dopuszczać do swojego życia Jana, myślała, że sobie sama poradzi. Jednak się przeliczyła. Poszła z bijącym sercem w jej mniemaniu na żebry. Nie żałuje tego, Zosia musi być zdrowa. W tym czasie Jan pozbierał swoje dzieciaki i wracał z nimi do domu. Muszę porozmawiać z Luśką, myślał w swoim sercu, że pomoże mu w rozmowie z mamą Zosi. Siadajcie do stołu, powiedziała Luśka, kiedy weszli już do kuchni, tylko najpierw rączki umyć. Kiedy cała czwórka zasiadła do obiadu, Jan zapytał żony, czy spotka się z Zosią i jej mamą. Kochanie, starał się nie zdenerwować Luśki, będzie mi raźniej jak będziesz przy mnie. A jak ją obracałeś, to mnie nie potrzebowałeś czasami? Co to znaczy obracałeś, zapytała Małgosia? Jedz obiad, i nie podsłuchuj jak dorośli rozmawiają, powiedziała, i dodała, wszystko mi zjeść, nie będę wyrzucała do śmieci. Nie wkurzaj się na dzieciaki, one niczemu nie są winne. Luśka wstała od stołu i poszła do łazienki. Usiadła na sedesie i rozpłakała się. Była bezradna, najchętniej trzasnęła by drzwiami i sobie poszła. Muszę z nim pójść, pomyślała, żeby ta żmija nie dobrała się na dobre do ich konta w banku. Małżeństwo nie do uratowania, ale są dzieci, póki małe, muszą tkwić w tym związku. Kiedy już pójdą z domu, ona odejdzie od niego. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY Napisany: 15-12-2020 15:33 Siedzieli we trójkę w kawiarni; Jan, Luśka i Monika. Rozmowa się nie kleiła. Każde z nich wpatrzone w swoją filiżankę, jakby tam znajdowała się odpowiedź na trudne pytania. W końcu ciszę przerwała Luśka. Długo tak będziecie milczeć? Może coś ustalicie. Ja nie chcę niczego sugerować, bo bym jeszcze powiedziała coś, co by się wam nie spodobało. Spokojnie kochanie, próbował uspokoić Luśkę, wiedział, że jak zacznie, to będzie potok słów. Czego pani oczekuje, zapytała, to znaczy ile chce pani tych alimentów? Monika popatrzyła na nią, i powiedziała, że musi leczyć Zosię, więc są jej potrzebne dodatkowe pieniądze. To ile pani potrzebuje, zapytała Luśka, świadoma, że Monika będzie chciała wyciągnąć jak najwięcej. Do końca roku potrzebuję trzydzieści tysięcy na leki. Ile!? Luśka aż krzyknęła. Ja nie dam tobie takiej sumy, powiedział Jan, też mam dzieci i żonę, zatem mam swoje wydatki. Wasze dziewczynki mają wszystko, zaczęła Monika, a ja mogę Zosi dać niewiele. Jak pani powiedziała, dziewczynki, oburzyła się Luśka? Źle pani odrobiła lekcje, my mamy córkę i syna, a nie dwie dziewczynki. Przepraszam, źle widocznie zrozumiałam. To wy rozmawialiście o naszych rodzinnych sprawach? Kochanie, nie denerwuj się, to nic nie da. Widzę, że pani myślała, skoro mamy dom, samochód, i jakieś dochody, to można z nas wydoić jak z cielnej krowy? Proponuję oddać sprawę do sądu, powiedziała Luśka, bo inaczej się nie dogadamy. A ty, zwróciła się do męża, nie masz prawa jej dawać żadnych pieniędzy bez pokwitowania. Oczywiście, dostanie pani zaraz jakieś pieniądze, bo dziecko nie jest niczego winne, ale skubać nie będzie nas pani. Janek, weź od pani numer konta, dodała, i zniknęła za drzwiami kawiarni. To było ponad jej siły, musiała pilnować, żeby ta jędza nie omotała Jana i nie oskubała z oszczędności. Usiadła w samochodzie i rozpłakała się. Nie będzie jej łatwo, musi zacisnąć zęby i jakoś wytrwać do końca. W tym czasie Janek porozmawiał z Moniką. Ustalili, że da jej jednorazowo dziesięć tysięcy złotych. Doszli też do porozumienia co do stałych alimentów, to znaczy tysiąc złotych miesięcznie, i będzie widywał raz w miesiącu Zosię. Janek nie wiedział jak to wszystko pogodzić, wiedział, że wali mu się małżeństwo. Nie był pewien, czy Luśka da sobie radę emocjonalnie. A dzieci? Małgosia i Filip są mali, jeszcze nie rozumieją wszystkiego. Kiedyś się dowiedzą. Nie chce wiedzieć co wtedy pomyślą o nim. Czy zechcą widywać Zosię? Tak rozmyślając wsiadał do samochodu. Spojrzał na Luśkę i serce mu szybciej zabiło. Luśka siedziała jakby była sparaliżowana. Wzrok utkwiony przed siebie, jakby tam było coś interesującego. Co się dzieje kochanie? Jedźmy od domu, powiedziała, jak najdalej od tego miejsca. Włączył silnik i ruszył. Co ustaliliście, zapytała? Kiedy jej powiedział, jak załatwił sprawę alimentów, nie odrzekła nic, dalej patrzyła przed siebie. Kochanie, zaczął, porozmawiaj ze mną, przecież rozchorujesz się jak będziesz sama próbowała sobie z tym poradzić. Nie będę się przecież spotykał z Moniką, tylko raz w miesiącu spotkam się z Zosią, dziecko nie jest winne niczemu. Nie, dziecko nie, tylko wy żeście zgotowali katorgę dla mnie, jeszcze nie wiadomo czy nasze dzieci z tym się pogodzą, a i Zosia też nie będzie miała normalnego życia. Fajnie, nie? Nie cofnę czasu, powiedział, ile mam przepraszać, sam też sobie nie mogę przebaczyć, ale trzeba żyć dalej. Kochanie, dodał, kiedyś mi przebaczysz, teraz to jest wszystko jeszcze bardzo bolesne. Luśka już nic nie odpowiedziała, siedziała w samochodzie i pomyślała tylko, że musi ugotować obiad.